Kraków jest miastem noży. Może to nie najlepsza sława, ale mogło być gorzej. Obiektywnie rzecz biorąc i nie zagłębiając się w rodowód tego wyrażenia, lepiej być miastem noży, niż np. stolicą buraka cukrowego, zagłębiem kapusty, czy miastem wielkiej… no tego pomnika, co stoi w Rzeszowie.

Już jakiś czas temu opisałam tu swój pomysł na elementy promocji miasta dla twardzieli. I wreszcie są. Koszulki Kraków – city of knives. Tym razem w wersji pirackiej, bo czyż miasto noży nie brzmi, jak nazwa jakiejś czadowej, niesławnej pirackiej osady? Maczetę zatem tymczasowo zastąpił kordelas, a materiał w paski ma podkreślić psotny lub szubrawczy charakter odzianej osoby.

Koszulki są w ogóle świetnej jakości, a metka od producenta obwieszcza, że przy ich produkcji nikt nie ucierpiał, ani nie był uciśniony. Kupicie je w moim sklepie, przy ulicu Koletek 9, w Krakowie.

 

 

1

 

 

 

2

 

 

3

 

 

4